piątek, 19 maja 2017

Kozia

Nie śmiejcie się.
To pierwsza koza, jaką w życiu narysowałam.
Jakoś nigdy wcześniej nie nadarzyła się okazja.
Choć relacje z kozinkami utrzymuję od dawna :) 



niedziela, 23 kwietnia 2017

W ogrodzie u Jagody

- Antolko! Usiądź spokojnie na ławce, masz na sobie swoją odświętną bluzeczkę!
- Zaraz mamusiu...
- Antolko!! 
- Nie wolno ci tarzać się w tym ubraniu, rozumiesz?!
- Rozumiem, mamusiu!
- ANTOLKA!!! CO TY ZROBIŁAŚ?! NATYCHMIAST SIĘ UBIERZ!!!
- Antolka!?
Gdzie ty jesteś?
- Natychmiast wyjdź spod ławki!
- Antolka! Bursztyn! WYJDŹCIE STAMTĄD!
- Co wy znowu wyrabiacie?!?!
Antolka! Zejdź i się ubierz!!
- Hej, dziczku! A może pasowałyby na ciebie moje stare ogrodniczki? Nosiłam je, kiedy byłam w twoim wieku. Nie są zbyt piękne, ale...
- CIOCIU!!!!!!! Świnkowe!!! To jest najśliczniejszejsze ubranko świata!!!
- Ciociu! A czy można je brudzić?
- Świnkowe ogrodniczki? Oczywiście, że można!
- Ciociu!
- Tak?
- Cudownie tu u ciebie...

niedziela, 26 marca 2017

Antolka

Natalia uwielbia zakupy.
Niestety.
Antolka ich nie cierpi... Podobnie jak galowych ciuszków. 
Kursując między półkami myśli więc tylko o tym, kiedy będzie mogła brykać z Bursztynem w ogrodzie cioci Jagody.


Albert (brat Jagody) trochę zazdrości Antolce, że może bezkarnie drzeć się na cały sklep: "DO JA-GO-DY! DO JA-GO-DY!" W zasadzie miałby ochotę zrobić to samo... Zdecydowanie woli wiosenny ogród od klimatyzowanego marketu...


- "Kochanie, naprawdę wszystko mamy w domu... Wczoraj byłaś na zakupach..."
- "DO JA-GO-DY! DO JA-GO-DY!"


Na szczęście nawet najdłuższe zakupy w końcu się skończą...
Ufff...
Zatem w drogę!

Ale skoro już udało się wcisnąć na Antolkę uroczyste ubranka, to Natalia nalega jeszcze, aby uwiecznić to na fotkach:



Iiiiiiii NARESZCIE! Do ogrodu!!
Ale o tym następnym razem :)

wtorek, 31 stycznia 2017

Natalia

Bursztyn był samotny.
Marzył, by mieć kogoś, na kogo widok mógłby merdać ogonem.

Smętnie dreptał po łące, czasem od niechcenia prychając na dmuchawce.
Przez chwilę zdawało mu się, że gdzieś za żółtymi kępami nawłoci poruszyło się coś rudego.
Rudego!
Od kiedy przyszedł na świat, nie widział jeszcze nic w tym kolorze, oprócz swoich łap i ogona, który od czasu do czasu usiłował dogonić.
Jego biszkoptowe rodzeństwo często wmawiało mu, że prawdopodobnie jest jedynym stworzeniem o tak obrzydliwym kolorze.
Czy więc naprawdę ujrzał coś rudego?
A może to tylko wiatr poruszał przekwitającymi, rudziejącymi koniczynami?

Jedno niesforne nasionko dmuchawca usiadło na psim nosie.
Bursztyn kichnął tak głośno, że z rąk nadchodzącej dziewczyny wypadł kosz pełen słoneczników.

Czarne oczy spotkały się z oczami zielonymi.
Długo trwała cisza, przerywana brzęczeniem pszczół w słonecznikach.
Nieme pytanie przebiegło pomiędzy nimi, napełniając psie serce nieznaną dotąd nadzieją.

Wraz z odpowiedzią przyszła nieopisana radość.
Po chwili, na spokojnej dotąd łące kłębiła się szczęśliwa plątanina czterech łap, dwóch rąk, dwóch nóg, jednego ogona i duuuuużej ilości rudości.

Długo musiałam czekać, aż nowi przyjaciele wyciszą się na tyle, żebym mogła utrwalić ich pierwsze wspólne chwile na fotografiach.

I oto oni:
Natalia i Bursztyn.





PS. Udziergać lalę nie było tak trudno.
Ale procesu szycia ubranek wolę nie pamiętać...