sobota, 28 września 2013

Paparčiai... Deszczem, słońcem, mgłą i tęczą wyszywane...

Przedwczoraj niespodzianie zrobiło mi się na sercu litewsko...
Najpierw stało się to za sprawą Jeżykowej Mamy,
która przez Wróbelkową Ciocię przekazała Jeżykowej Cioci (to jest mi :))
taki oto dar:




Smak litewskiego chleba szybko przeniósł mnie w litewskie Wspomnienia, a do tego za oknem pogoda iście litewska - może nie tyle dla Litwy charakterystyczna, co z Litwą mi się kojarząca: jednocześnie Brat Słońce i Brat Deszcz (choć na Litwie była to raczej Siostra Ulewa).




Zachwyciło mnie to, że deszcz zapisuje się na zdjęciu w postaci kreseczek, jak na dziecięcych rysunkach...:)






Biegać w słonecznym deszczu mogłam dzięki temu, że zatroszczyła się o mnie jedna z Sióstr z Paparčiai, przynosząc własne obuwie kałużowe. W tamtych dniach Miłość miała dla mnie kształt zielonych kaloszy...



...i Tęczy, która sama przychodzi do mego domu i jest tak blisko, że można jej dotknąć i wejść do niej...



Na błękitnym niebie można było obserwować spotkania białych Baranków z burą Buką...


...a na ziemi zaszywać się we Mgle...












To chyba najkochańsze moje zdjęcia jakie kiedykolwiek zrobiłam...
Aż chciałoby się poczekać z nimi na jakiś Ważny Dzień, znaczącą datę czy "cuś"...
Ale już nie mogę czekać, by się nimi podzielić.

Tymczasem wiec zdjęcia...
Do pooglądania w czasie Oczekiwania w Poczekalni N. ...

A Kiedyś ...

..

środa, 25 września 2013

Czap jesienno-jeżowy

Lekki jesienny czapul z małym kłujonkiem gratis.
Kolory paskudnie przekłamane w sztucznym świetle :(
W rzeczywistości jesienno-piękne.
Jeżysko w rzeczywistości też ma o wiele bystrzejsze spojrzenie niż tu...


poniedziałek, 23 września 2013

Towarzysze dzieciństwa...

...oczywiście współczesnego.
Bo "za naszych czasów" krajobraz kącika dziecięcego wyglądał "nieco" inaczej...


niedziela, 22 września 2013

Sarna i towarzystwo.

W mijający właśnie weekend w stolicy Wielkopolski miały miejsce przedziwne wydarzenia...

W tramwajach na trasie FRANOWO - OGRODY zaobserwowano pojawienie się Elfa tulącego sarnę. Widoczny był też fragment elfowego lasu.


Elf, sarna i las widzialni byli też w pobliżu Collegium Maius,


gdzie zabawili dłuższą chwilę obserwując przechodniów


i usiłując zliczyć ich uśmiechy...


Tuż obok ulicy Szamotulskiej Elf i Sarna odnaleźli pojedynczy egzemplarz Dmuchawczyka
(aż by się rzec chciało: "Mlecyk! Chyba ostatni w tym sezonie!")


...a jeśli jest Dmuchawczyk, to 
JEST RADOŚĆ!


poniedziałek, 16 września 2013

Nasionko dmuchawca - cd...


Ty, który...


Tak tak, wiem co mówię :)
30 maja 2013 nasionko dmuchawca odmieniło moje życie :)

Cuda dzieją się na co dzień. 
Nie zawsze są spektakularne.
Czasami wystarczy nasionko dmuchawca...

"...przecież tyle jest cudów wokół i tyle jeszcze cudów czeka na odpowiedni czas wypełnienia..."
..



niedziela, 15 września 2013

Ciociowe Myśli.

Podczas gdy mARTowe myśli skoncentrowane są ostatnio na wróblach



okazuje się, że najliczniejsze ptactwo w okolicy to bociany...

Wprawdzie ich nie widuję, ale widzialne i słyszalne są skutki...:


Prawie codziennie ostatnio dostaję wieści :
a to że bociek wylądował, 
a to że właśnie wystartował, 
a to że jest gdzieś w drodze...

Dziś jeden z bocianów dotarł na miejsce po znojnej podróży...
I tym samym zostałam uciociulona pojawieniem się na świecie maleńkiej Igi.


Kartka powstała chyba kilkanaście lat temu...
I czekała na swój dzień.
Dziś się doczekała :)


Czekały też jakiś czas kolczyki do lansiku na wspólne spacery dla Igulowej Mamusi:


***

Tak, no już bardziej chyba ciocią być nie można...
Z zawodu - ciocia ;)
Prywatnie - ciocia.
W Rodzinie - ciocia.
Dla dzieciatych Przyjaciół - ciocia.

Potrzebujesz cioci...?
Pisz śmiało!
;)

Ot, trzeba mi wdziać czepeczek i na fotelu bujanym zasiąść przy kominku i wytwarzać na szydełku niekończące się ilości skarpeciątek, papuciątek, misiów, koal, żyraf i czego tam jeszcze...
Choć bardziej klimatyczne byłyby druty...
Niestety nie umiem :(
Ale co tam, i tak nie mam kominka i bujanego fotela, skoro więc ciocioklimat tak czy siak legł w gruzach, to niech już będzie to szydełko...

Ciociuję wszystkich serdecznie!

***

"...Sprawiłeś, że nawet usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę,
na przekór Twym przeciwnikom, aby poskromić nieprzyjaciela i wroga..."
Ps 8

Niech każde Nowe Życie i wszelkie ziemskie Życie wielbi swego Stwórcę...



środa, 11 września 2013

Wrześniowa myśl szydlana...

Wrzesień daje o sobie znać z lekka listopadowo momentami, zwłaszcza gdy walczę rowerowo...
Szydełko wróciło więc do łask po wakacyjnej przerwie.
Ciekawe, że nie umiem szydełkować w lecie!
No nijak :)
Próbuję co roku, ale jakoś przy wysokich temperaturach nie chcę mi się nawet tykać włóczek.
Dziś jednak szydło już krzyczało z daleka.
Chwyciłam je w rękę, oswajałam na nowo...
Po jakimś czasie odcięłam włóczkę i natychmiast ktoś wytuptał spod szydła i wskoczył we wrzos...


Potem węszył małym noskiem i ukazał błyszczące oczka...


Później (zadziwiająco miękkie) kolce...


Aż wreszcie ośmielił się i zaczął łazić po pokoju.


Jego obecność nie zdziwiła mnie wcale.
Takich Kujonków tudzież Kłujonków mam ostatnio przy sobie siedemnastu...:)
Moja grupa zerówkowa wybierała demokratycznie nazwę i wybór padł na Jeżyki :)
Będzie to więc mocno najeżony rok...
Spodziewajcie się wielu kolców w mARTowych myślach :)