Finały wymianek to to, co tygryski lubią najbardziej...
O tym, że misie są mi bliskie pisałam
TU.
Skusiłam się więc.
Rzecz jasna.
Dla celów wymiankowych powstał Niedźwiadek, z którym niestety zdążyłam się już zaprzyjaźnić...
(zawsze zawiązuję relację w momencie przyszycia oczu...)
I który patrzył na mnie z wyrzutem, gdy wkładałam go do paczki...
Wytłumaczyłam mu jednak, że w nowym domu na pewno już na niego czekają i będą się nim opiekować.
Nie jestem pewna, czy uwierzył...
...ale uśmiechał się już trochę spokojniej.
Moment zaklejania koperty nie należał do najłatwiejszych...
Ale daliśmy radę.
Na podróż spakowałam mu same misiowe smakołyki.
Obiecał nie zjeść wszystkiego i podzielić się czymś z Lusiaczką.
(mam nadzieję, że dotrzymał słowa)
Dziękuję!
Zaglądajcie do niej, bo robi piękne rzeczy, z różnych dziedzin...
Sama dzięki niej czuję się zachęcona do scrapowania.
A może dzięki jej przydasiom powrócę w końcu do decu, na który bardzo się kiedyś obraziłam...
Dziękuję bardzo za wymiankę!